Duch z zegara

Gdy zapada noc i cichną kroki przechodniów przemykających Krakowską Bramą, słychać jęki, jakieś zawodzenia i postukiwania. Dobiegają z górnych kondygnacji bramy, z okolic zegara. To niechybnie duch pana Lutowskiego.

Jak obywatel Lutowski miał na imię, dziś trudno dociec. Wiadomo jedynie, że jako lokator zamieszkiwał pomieszczenia bramy. Lutowski nie był człowiekiem silnej woli i dość często zaglądał do kieliszka. Gdy przeholował z ilością trunków, wszczynał awantury. Ofiarą agresji pana Lutowskiego padała rodzina. Ale gdy tylko żona i córki pochowały się u sąsiadów, pan Lutowski zaczynał się wyżywać na sprzętach. I tak pewnego razu krewki mieszczanim zamachnął się na zegar. Uruchomił mechanizm i młot zegarowy zaczął wybijać kuranty niczym dzwon na trwogę. Zerwali się w środku nocy lublinianie, przybiegli pod bramę, ktoś nawet szukał już motopompy myśląc, że wybuchł kolejny pożar. Po chwili wrócili do łóżek uspokojeni głosem pani Lutowskiej przepraszającej za wybryki męża. Nie przyznała się biedna kobieta, że mąż zdemolował doszczętnie izbę zegarową tak, że na fragmentach mechanizmu już tylko można było suszyć bieliznę.

A po latach zaczął krążyć po Polsce wierszyk: „wszędzie częstokroć mylą się zegarze, lecz te w Lublinie najpewniejsze łgarze„.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s