Kamień nieszczęścia

Była księżycowa noc i dlatego tylko niektórzy widzieli, jak znad Sławinka przyleciały dwa diabły, które coś ciężkiego niosły. Nagle kur zapiał, biesy się przestraszyły. Słychać było jak z głuchym łoskotem upuściły koło cerkiewnej wieży worek.W worku zamiast skarbu był kamień.

Kiedyś pewien wojak zamarzył o bogactwie. Wdrapał się na wieżę w niecnym celu – żeby trochę złotej blachy z kopuły uszczknąć. Kara była straszna. Spadając rymnął głową w kamień i… po wojaku.

Nad kamieniem ulitował się piekarz. Wraz z synem Maćkiem i piekarskim czeladnikiem wciągnęli głaz na wóz i wywieźli, żeby użyć do budowy pieca. – Chleb, rzecz święta, kamień straci swą czarcią moc – tłumaczył mistrz piekarski murując piec. Gdy nocą rodzina usłyszała straszne krzyki piekarza, było już za późno – upiekł się nieszczęśnik żywcem. I nikt nie mógł wyjaśnić, jak to się stało.Wdowa piec rozwaliła i kazała głaz wywieźć.

Stanął na placu Bernardyńskim, a kat uznał, że to w sam raz podstawa pod katowski pieniek. Całymi latami kamień spływał krwią skazańców. Aż zdarzyło się, że sąd się pomylił. – Sędziowie przekupieni, świadkowie fałszywi, o ja nieszczęśliwa – łkała rozdzierająco matka młodego skazańca, a gapie kiwali głowami. Ale nie było odwrotu. Wyrok zapadł. I kat na oczach tłumu ściął niewinnego człowieka. I wszyscy widzieli jak kamień drgnął w czasie egzekucji. Katowski topór z wielką siłą rozłupał skazańca i pieniek, uderzenie wyszczerbiło tajemniczy kamień.

Jak bardzo? Można zobaczyć. Głaz leży na rogu ulic Jezuickiej i Gruella. Ale lepiej oglądać go z daleka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s